Cofnąć czas
środa, 4 lipca 2018
Chora
Od 10dni jestem chora. Męczy mnie potworny kaszel, duszę sie w nocy. Byłam w zeszłym tyg u lekarza - rzekomo to już przechodziło i kazał brać krople do nosa i ACC na kaszel. I tak kaszle i słabo mi. Nie mam siły cwiczyć ani nic :-(
Mój chłopak rzuca palenie. Jestem z niego bardzo dumna bo rzucił z dnia na dzień i nie pali już 2 tyg. Jest dla mnie wzorem. Wiem, że rzucił miedzy innymi dla mnie.
Dlatego też chce schudnąć dla niego.
Skoro on potrafi to ja też muszę dać radę.
środa, 20 czerwca 2018
Dotyczasowy progres + wymiary (wall of shame)
środa, 13 czerwca 2018
Przełom
W pracy zjadłam kanapkę z szynka i warzywami, salatę z jogurtem, jabłko - wzorowo. Bałam się, że jak wrocę to wieczorem wszystko zepsuje. Miałam w planach jednego krokieta od babci o 17 i koniec.
Oczywiście byly 2 krokiety, kanapki i ciastka i wpadłam w doła wkurzona na siebie.
Wieczór spedzialam sama - kiedys mi to przeszkadzało, teraz cieszylam sie spokojem. Duzo myslalam zla na siebie i poszlam do lazienki - cale żarcie wyrzygalam do kibla.
I wiecie co? Cieszę się, ze to zrobiłam. Mowicie co chcecie. Ze mia jest zla, ze nie tedy droga. Ja wiem, że poczułam sie lepiej. Jeśli nie dam rady nie żreć to bede rzygać trudno, tak postanowiłam. Muszę schudnąc i koniec.
Rano na wadze 0.5kg mniej, tak gdybym nie jadla wcale kolacji.
Następnym razem kiedy nie bede wstanie sie opanować, nie bede sie uzalać nad sobą i czekać na lepsze dni tylko pojde się wyrzygać. Postanowione.
Odezwę się potem co z wagą i wreszcie podam wymiary.
Mam nadzieję, ze u Was waga spada.
Trzymajcie sie 😗
wtorek, 12 czerwca 2018
Mija kolejny tydzień
Waga cały czas waha między 94-95kg :-(
W ciągu dnia idzie mi coraz lepiej. Pracuje nad niejedzeniem slodyczy i ogólnie nad nie objadaniem sie w pracy (codziennie ktoś zamawia fast foody, mamy pizza day a ja kupowałam regularnie batoniczki do kawy w automacie). Batonikow nie jadlam od 2 tyg, fast food zdarzyl sie 2x. Szkoda ze to tak wolno idzie i efekty są marne :-(
Problemem dalej jest jedzenie wieczorem i potem pobudka w nocy z potrzeby cukru.
Jak uda mi się to opanować to będę na prostej drodze do schudniecia.
Ale póki co, to kazdego dnia od rana bardzo sie pilnuje, zapisuje bilanse zeby nie przekroczyc 1200kcal, planuje posilki.
Zeby potem w domu
poniedziałek, 4 czerwca 2018
Niby nie jest źle...
Wczoraj i przed wczoraj mało jadlam, ale niestety pilam też piwo, którego miałam nie pić :-/ 2kg na minusie, mam nadzieję, że to nie woda i że utrzymam tendencję spadkową.
Muszę się zmierzyć centymetrem, bo bardzo dawno tego nie robiłam, a chcę mieć porównanie.
Dziś mam trudny dzień. Od rana czuje rozpacz i zaszyłam sie w domu, nigdzie nie poszlam. Zdrzemnę się a potem pojde na rolki, skorzystam z wolnej chwili.
Smutno mi...
środa, 30 maja 2018
Chcę zniknąć
Nawet nie potrafię opisać tej żałości i przykrości, którą czuję. Aż trudno mi się oddycha.
Gdyby nie fakt, że jest jeszcze jedna osoba dla ktorej zyje to już dawno bym ze sobą skończyła.
Niczym sobie na takie wyzwiska nie zasłużyłam, niestety słysząc często jaka to nie jestem zła, gruba/otyła i beznadziejna i powyższe taka wlasnie się czuje i nie mam sily walczyć o siebie.
Wiem, że powinnam nauczyć się żyć szczesliwie sama ze sobą. Ale truno tak. Nie mam już sily. Chcę zniknąć.
wtorek, 29 maja 2018
Smutny wierszyk majowy
Waga stoi
Dobrze się zaczęło a teraz się pied@$li...
Tak jak wyżej.
Do zeszlej niedzieli szlo dobrze, potem komunijne żarcie a pod koniec tygodnia jakas jelitowka mnie dopadla. Niby malo jadlam ale czuje ze nabralam wody. Place i nogi mam spuchniete. Waga stoi.
Biore hydrominum. Dieta 1200kcal wciaz aktualna.
Musze być silna! 💪💪💪
poniedziałek, 21 maja 2018
Podsumowanie weekendu
Sobota minęła podobnie do piątku i skończyłam dzien z bilansem lekko ponad 700kcal, plus zaliczylam dlugi ponad godzinny spacer - bylo super.
Niedziela zaczela sie super - na wadze zobaczylam 94.5kg (czyli od wtorki -1.5kg).
Ale niestety potem pojechalam na komunie z rodziną... a tam jedzenie, jedzenie i jedzenie.
W prawdzie chyba troche skurczyl mi sie zoladek bo jak na moje wczesniejsze mozliwosci to zjadlam mniej i staralam sie nie jesc weglowodanow typu kluski, chleb i ciastka, ale i tak przekroczylam bilans.
Zjadlam: wode z rosolu, pol schabowego, tofu zapiekane z pieczarkami, salatke jarzynowa, pol jajka, babeczke z lososiem i kilka kawalkow camemberta i pieczonego miesa. Do tego tort.
Wszystko bylo tluste i slone i popilam to chyba 2l wody, tak bardzo chcialo mi sie po tym wszystkim pic!!
Dzieki temu dzis na wadze z powrotem zasrane 96kg.
Nienawidze takich suto zastawianych imprez bo nie moge sie opanowac. :-(
Wracam do gry i zaczynam od nowa. A w lodowce czyhaja dalej ciasta i zimna plyta ktora dostalismy na wynos...
piątek, 18 maja 2018
Wczorajszy dzień z dupy
Wczoraj tak jak już wspominałam miałam dzień pełen bieganiny i załatwiania różnych spraw. Nienawidze takich dni bo trudno mi wtedy pilnowac kalorii. (Zawsze planuje z gory co moge zjesc i o ktorej i zabieram ze sobą jedzenie do pracy itd zeby uniknąc spontanicznego żarcia i wilczego glodu). Wczoraj nie miałam jak, a na domiar złego cały dzień byla ze mna matka. Matka która non stop wypomina mi ze jestem gruba a potem namawia na zle jedzenie.
I tak wczoraj namówiła mnie na 2forYou w McDonaldzie a potem w domu częstowala ciastem. I chuj. Ciezko mi sobie odmowic jedzenia ale gdy lezalo przedemną zlamalam sie :-(
I tak zjadłam 1577kcal w ciągu dnia,
A wieczorem miałam doła i poprawiłam w domu zupą i kromką chleba z szynką.
Zal i dramat.
Nigdy wiecej takich dni.
Dziś znowu zalatwianie (tym razem bez mamy). Od rana powtarzam mantre "nie, nie, nie, nie" i szykuje jogurty 0% i jabłka do zabrania ze sobą. Zeby się nie poddać głodowi i nie złamać. Dam radę. Trzymajcie lciuki.
Ps.
Z pozytywnych rzeczy z wczorajszego dnia: poszłam wreszcie sie troche opalic i podciac koncowki. Nareszcie coś dla siebie. Jutro farbuje znowu wlosy - o tym poźniej. Trzymajcie się chudo.
[Edit] 00:55
Udało się!! :-)
Nie złamałam się, dzień był bardzo udany.
Myślę, że odpokutowałam wczorajszy dzień z dupy.
Dzisiejszy bilans - 715kcal:
2kromki z szynką, pomidorem i ogórkiem - 271kcal
Jabłko - 72kcal
Zupa krupnik z kaszą - 258kcal
Jogurt grecki 0% z truskawkami -114kcal
+dużo dużo wody i pu erh
Jest pózno, ide spać zadowolona.
Dobranoc!
czwartek, 17 maja 2018
Dziękuję za odzew ❤
Dziś minął bardzo pracowity dzień, dużo zalatwiania jezdzenia. Dlatego nie mam za bardzo czasu na długi post.
Na start mam prosty plan - przez pierwsze 10dni trzymać się bilansów 1200kcal dziennie, a następnie zmniejszać stopniowo limit aż skurczy mi się żołądek. W międzyczasie żegnam się z cukrem i solą.
Potem zobacze co dalej.
Na razie jest lajtowo, bez komplikacji i bez wskakiwania na głęboką wodę. Bo wiem nie od dziś, ze zbyt ambitne plany u mnie sie nie sprawdzają.
Lepiej małymi krokami do przodu.
Dzisiejsza waga - 95.1kg
Bilans za wczoraj - 1227kcal
💟💟💟
wtorek, 15 maja 2018
Gdzie się podział świat chudości?
Chcę zacząć od nowa.
Czuję, że bez Was, bez bloga nie dam rady.
Zostałam sama ze swoimi problemami.
Czy jest ktoś tu jeszcze kto walczy o lepsze ciało?
Chcę znowu dzielić sie z Wami kazdym dniem walki, być przy Was i dla Was.
Zaczynam od nowa.
Waga - 96kg
Bilans -1398 kcal
czwartek, 6 lipca 2017
8 z przodu
To nie znaczy, że nie wchodziłam tu od czasu do czasu.
Chciałam czasem opublikować coś nowego, bo cały czas walcze. Ale u Was też cisza... Smutno, że w styczniu wszystkie byłyśmy takie nakręcone na zdobywanie celów, a potem ciiiii...
Kochane mam nadzieje, że dalej walczycie i jesteście krok za krokiem coraz bliżej osiągnięcia uprawnionej figury. A Wasza nieobecność tu to tylko kwestia braku wolnego czasu. Mam nadzieję też, ze tak ja odwiedzacie czasem bloga.
Dlatego postanowiłam podzielić sie z Wami dobrymi newsami. Udało mi się zobaczyć na wadze 8 z przodu! Waze teraz 89.6kg. Odhudzanie idzie mi strasznie mozolnie, dwa kroki do przodu i jedeb w tyl. Ale rzucilam juz okolo 7kg. 😄😄😄
Trzymajcie sie chudo!
sobota, 21 stycznia 2017
Poszukiwania "mojej" metody/ 1-szy tydzień bez słodyczy
Brak jakiegokolwiek postepu skutecznie mnie do HSGD zniechęcił i po pierwszym tygodniu ją rzuciłam - tyle w temacie HSGD.
Drugi tydzień stycznia poswiecilam na testowanie metody "śmietanowej" - duzy kubek smietany 30% i szesc żoltek zmiksowac i jesc lyzkami po trochu przez caly dzien. Efektow odchudzania nie bylo bo byly slodycze i do teraz mi sie tym wszystkim odbija...
Wiec wscieklam sie i wymierzylam sobie mentalny policzek na opamietanie. Zadna dieta, zadne liczenie kalorii nie da efektow jesli bede jadla slodycze, ciasta, kluchy i chleb i jesli nie bede sie ruszac. Postanowilam wychodzic z domu z synkiem chocby nie wiem co i rzucic mąke i cukier i ogolnie węglowodany w pizdu.
I tak oto przetrwalam tydzien bez slodyczy! Pierwszy raz od niepamietnych czasow! 😊😊 A w domu kusily eklerki i paczki i ciasto ktore sama upieklam - a ja bylam twarda i nie ruszylam nic!
Poza tym nie licze kalori juz tak skrupulatnie ale ograniczajac węgle tylko do 4 kromeczek chleba chrupkiego dziennie i warzyw (oprócz strączkowych - ich nie jem) moje bilanse wypadaja ponizej 1200 kcal dziennie.
A co jem? Jajka wedliny twarog i mieso z parowaru i zupe bez makaronu - wszystko w sumie "normalnie" tylko bez dodatkow weglowodanow. Zobaczymy jakie beda tego efekty po ok 3 tyg.
Teraz poki co na wadze jest 1kg mniej - slabo ale fizycznie czuje sie duzo lzej i mam motywacje do dalszej eliminacji podlego zarcia i do walki o szczuple cialo.
I jeszcze jedna wazna rzecz. Rzucilam antykoncepcje hormonalną. Bralam jednoskladnikowa minipigulke ale efekty uboczne nie dawaly mi zyc - zwlaszcza napady wscieklosci na zmiane z totalnym dolem. Mysle, że mogly miec tez wplyw na moje niepowodzenia w odchudzaniu.
Mam nadzieję, że teraz odetchne i nabiore wiatru w żagle!
Trzymajcie sie.
Xoxo ♡♡♡♡
czwartek, 12 stycznia 2017
Powracający zły sen
poniedziałek, 9 stycznia 2017
HSGD Tydzień pierwszy
poniedziałek, 2 stycznia 2017
Szczęśliwego Nowego Roku! - HSGD na dobry początek
Nie odzywałam się w Grudniu bo było słabo.
Plan miałam dobry, ale się go nie trzymałam. Schudłam jeszcze tylko 0,5kg, a przez Boże Narodzenie i Sylwestra wszystko z powrotem przytyłam, że aż strach! Ważę teraz 97,6 kg... Szkoda gadać...
Może w nowym roku będę miała więcej motywacji, żeby nie wpierdalać ciastek i czekolady i chleba, bo o to się głównie rozchodzi.
Postanowiłam zacząć w styczniu HSGD.
Zgodnie z zasadami, będę jadła wszystko, ale będę liczyła kalorie tak, żeby trzymać się limitów. Warzyw i owoców nie zamierzam wliczać w bilanse.
#PAROWAR
Z dobrych newsów - podczas porządków przedświątecznych znalazłam parowar, który dała mi mama, a o którym zapomniałam [SIC!].
Teraz codziennie jemy obiad gotowany na parze. Jedzenie jest super i bardzo się cieszę, że mojej rodzinie też smakuje bo nie muszę gotować dwóch obiadów.
Na parze jemy głównie kurczaka lub indyka + ziemniaczki, marchewkę, fasolkę szparagową, cukinię i brokuły. Wszystko super smakuję 1000x lepiej niż klasycznie gotowane. No i nie ma żadnych dodatków tłuszczu itp. więc łatwo liczyć bilanse. Polecam każdemu zakup parowaru.
Dziś pierwszy dzień HSGD. Robię na bierząco notatki z tego co jadłam. Postaram się podsumować pierwszy tydz. w niedzielę lub poniedziałek.
Trzymajcie się ciepło w te zimowe dni.
piątek, 2 grudnia 2016
Podsumowanie Listopada - lepszy plan na Grudzień
Czy jestem zadowolona? Nie do końca, chociaż dobre i to (małymi kroczkami do celu). Wiem, że stać mnie na więcej, i że nie dałam z siebie wszystkiego.
W waga zacięła się na 95kg. Ale to nie magia, tylko moja wina.
Zrobiłam rachunek sumienia.
Za dużo było grzeszków.
Za mało motywacji.
Za mało starania.
I wreszcie za mało ćwiczeń.
Pomimo, że prawie ani raz nie przekroczyłam limitu, który sobie narzuciłam to mało schudłam. DLaczego? Bo wprawdzie liczyłam kalorie, ale nie do końca jadłam zdrowo, tak jak powinna jeść odchudzająca się kobita karmiąca np. kawałek pizzy, lody czy lasagne - co z tego, że dzienny bilans był poniżej 1500 jak i tak poszło w dupe. No i za mało ruchu...
Listopad był potraktuję jako rozgrzewkę.
W Grudniu muszę poprawić błędy, zwrócić większą uwagę na to co jem i ćwiczyć przynajmniej co 2 dni (przez pogodę od tygodnia nie wychodziłam na spacery, a na orbitreku ćwiczę może z 2x na tydz - to zdecydowanie za mało!).
Plan jest taki:
Każdy dzień chcę zacząć szklanką wody gotowanej z cytryną.
Na śniadanie g.:8:00-10:00:
kanapki z chleba chrupkiego z serkiem (koniec z pasztetami) ALBO owsianka z jogurtem (pół kubeczka zamiast całego) i owocami (jabłka zamiast bananów) ALBO jaja na twardo/miękko z chudą wędliną
Na obiad g.:13:00-14:00:
talerz zupy ALBO drugie danie z chudym mięsem/rybą i kaszą (zamiast ryżu) i warzywami (będę jeść więcej kapusty kiszonej)
Na kolację g.:17:30-18:00:
kanapki jak na śniadanie ALBO talerz zupy ALBO sałatka (baza: zielona sałata+pomidor+ogórek) z jajkiem albo chudą wędliną
Przekąski:
jabłka (koniec z bananami), pomarańcze, mandarynki, małe jogurty lub serki homogenizowane itp. do 150kcal (koniec z danio stracciatella), w chwilach słabości kostka gorzkiej czekolady zamiast mlecznej/nadziewanej/itd.
Wszystko przed godziną 18:00 i do 1500kcal max.
+ orbitrek min. 4x na tydzień
Plan prosty, teraz tylko wykonać.
Trzymajcie kciuki!
Odezwę się jak waga spadnie.
PS.
Kupiłam sobie ramiączka do stanika, dokładnie taki model jak na zdjęciu poniżej.
Niestety wszystkie wydekoltowane bluzki i koszule, do których mogłabym je nosić są za ciasne... To jest kolejny punkt do motywacji!!
wtorek, 29 listopada 2016
wtorek, 22 listopada 2016
Halinka Kiepska
Co tygodniowe ważenie - 95kg
Niby mniej ale tyle co wcale.
Demotywujące to.
Przy takiej nadwadze i przy karmieniu piersią powinno lecieć w dół duzo szybciej. A tu słabo.
Liczę kalorie codziennie i trzymam się twardo 1500kcal limitu.
W praktyce wygląda to tak, że jadłam:
śniadanie = 2 kromki chleba chrupkiego z serkiemalmette i pomidorem/ogórkiem
obiad = zwyczajna zupa albo drugie- średnia porcja, trochę mięsa duszonego albo jajko sadzone + jeden duży ziemniak/porcja kaszy lub ryżu + warzywa: ogórek albo gotowana marchewka
kolacja = to samo co na śniadanie albo jakaś inna przekąska, zdarzał się kawałek czekolady
Razem max 1500 kcal
Po 18:00 nic.
Niestety dalej nie mogę całkowicie rzucić słodyczy. Rzuciłam pieczywo jem tylko chrupkie. Ze słodyczy rzuciłam bułki słodkie, ciasta, ciastka, wafelki ale podjadam dalej żelki i czekoladę, mniej niż wcześniej o dużo, ale jednak dalej jem :(
To jest moje wyzwanie na następny tydzeń - do wtorku zobaczymy na wadze.
Widziałam siebie dziś na filmiku, na którym znalazłam się przypadkiem.
Dramat.
Halinka Kiepska - umęczona, stara i gruba matrona.
Najgorzej, że jestem naprawde do niej podobna i ostatnio mam tylko taki wyraz twarzy...












